sobota, 26 lutego 2011

przykład z życia wzięty...

Nigdy nie miałam celu w życiu, nic mnie nie cieszyło, byłam wrogo nastawiona do świata... Kiedy okazało się że będę kiblować w tej samej klasie moje życie straciło sens. pomimo świadomości że nie dzieje się to z mojej winy i tak ta sytuacja mnie przytłaczała... no bo co ludzie powiedzą... a rodzina...

Po dłuższym zastanowieniu i zapisaniu się do szkoły zaocznej stwierdziłam że mam to wszystko gdzieś. Nie liczyła się opinia innych tylko to co zrobię dalej, w końcu nie rzuciłam szkoły tylko ją kontynuuje... Wtedy obrałam swój pierwszy cel: skończyć LO z dobrą średnią... Było ciężko, bo nauka zaocznie nie wygląda tak różowo jak się niektórym wydaje: za same obecności stawiają oceny. Tak jednak nie jest. Chcąc się czegokolwiek nauczyć nie mogłam polegać tylko na nauczycielach i zajęciach co 2 tygodnie, więc troche uczyłam się sama... I opłacało się!!! Skończyłam z drugą średnią w klasie... Przystąpiłam do matury i... tu bez zaskoczenia... Zdałam wszystkie egzaminy na zadowalającym poziomie poza jednym..  pisemny angielski.. w tym roku mam 2 ostatnie podejścia.. zobaczymy... ale przestało mi już na tym zależeć.. matura to nie wszystko... pójdę na studia? Niby po co? Żeby mieć Klapki na oczach i wymądrzać się w grupie... Nie to nie dla mnie. Teraz kończąc studium zdaje egzamin... jeśli się powiedzie zawód mam...

Kiedy zaczęłam się lepiej uczyć moja samoocena się podniosła i zaczęłam się cieszyć z kolejnych małych sukcesów.. teraz mam najwyższą średnią w grupie co nie jest takie łatwe do zrobienia.. cieszy mnie to niezmiernie i bardzo motywuje do dalszego działania...

Moje nastawienie??? hmm... zmieniło się jednak nieznacznie na plus...chociaż nadal nad nim pracuje...


Tak więc przeanalizujcie swoje dotychczasowe życie i sprawdźcie czy na prawdę nic się z nim zrobić nie da... Zapewniam Was że zmiany czasem są warte ryzyka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz